104 dzień (12 sierpnia) [Vila de Freixianda – Fatima, 29 km]

104 dzień (12 sierpnia) [Vila de Freixianda – Fatima, 29 km]

Już 7 dzień naszej pielgrzymki w Portugalii i zarazem dzień ostatni.

Piękny dzień, nogi same nas niosły.
Po drodze coraz więcej znaków prowadzących w kierunku Sanktuarium – każdy z nich jak cichy głos: „Jeszcze trochę, już jesteście blisko…”.

Szliśmy przez Aldeia A.ta Teresa, Águas Formosas, Caxarias, Ourém. Każde z tych miejsc zostanie w pamięci jako kolejne etapy na drodze, którą Pan Bóg poprowadził nas aż do Fatimy.

Dziś, gdy dotarliśmy już do celu, do Fatimy, szczególnie mocno czujemy, że nie szliśmy sami.

Myślę, że warto tutaj na zakończenie podziękować wszystkim: osobom modlącym się za nas i za tę pielgrzymkę, tym których spotkaliśmy po drodze, naszym darczyńcom, tym, którzy przyjmowali nas do domów i otwierali przed nami swoje serca.

Wszystkie intencje – te wypowiedziane i te niewypowiedziane – składamy dziś Matce Bożej w Fatimie.

To właśnie tutaj w 1917 roku Maryja ukazała się trójce prostych dzieci: Hiacyncie, Franciszkowi i Łucji. W miejscu prostoty i zwyczajności Bóg wybrał szczególną drogę, by przypomnieć światu o modlitwie, nawróceniu i pokoju.

Fatima to dziś jedno z najważniejszych sanktuariów maryjnych na świecie.
Miliony pielgrzymów przybywają tu każdego roku, aby powierzyć Maryi swoje życie, swoje rodziny, swoje trudności.

Dziś dołączamy do tej rzeszy pielgrzymów – fizycznie zmęczeni, ale sercem przepełnieni wdzięcznością.

Wszystko, co nie udało się nam wypowiedzieć słowami, co zostało tylko w sercu, oddajemy dziś Matce Bożej Fatimskiej.

Zamówimy Mszę Świętą w intencji wszystkich osób wspierających nas duchowo – damy znać, kiedy będzie sprawowana.

Dziękujemy, że szliście z nami modlitwą, dobrym słowem i pamięcią.

Niech Matka Boża Fatimska wyprasza Wam potrzebne łaski.

103 dzień (11 sierpnia) [Miranda do Corvo – Vila de Freixianda, 46 km]

Po przejściu dzisiejszych 46 km po raz kolejny przekonaliśmy się, że Pan Bóg pisze najlepsze scenariusze. Plan był prosty: jak zwykle liczyliśmy na to, że strażacy nas przyjmą na nocleg.
Na miejscu okazało się jednak, że jednostka jest zamykana na noc i nie mogą nas gościć.

Szybko się okazało, że wszystko jest „po coś”.
Trafiliśmy do księdza na plebanię.
W rozmowie wyszło na jaw, że zna się z kapłanem, który 9 lat temu w Fatimie udzielił nam ślubu – i mieszka bardzo blisko!

Ten ksiądz przyjechał do nas w odwiedziny, a na zakończenie dnia wspólnie z miejscowym proboszczem udzielili nam błogosławieństwa na ostatni dzień drogi.

Dla nas to było czytelne potwierdzenie, że Maryja prowadzi nas krok po kroku. Jutro Fatima.

Dzisiejsza droga prowadziła przez Godinhela, Meroucinhos, Sandoeira, Casais do Cabra, São Simão, Ferrarias, Ansião, S. João de Brito, Almoster, Granja, Várzea do Bispo – małe miejscowości, wzgórza, pola, spokojne, trochę ukryte przed turystami oblicze Portugalii.

Naszym celem była Vila de Freixianda – niewielka miejscowość w gminie Ourém, położona już bardzo blisko sanktuarium w Fatimie.
To typowa portugalska wieś z kościołem w centrum, szkółką, kilkoma sklepami i życiem toczącym się swoim rytmem wokół parafii. Region jest lekko pagórkowaty, otoczony polami i lasami, dzięki czemu wieczorny spacer czy dojście do kościoła staje się naturalną okazją do modlitwy i ciszy. Dla pielgrzyma Vila de Freixianda jest już prawie „przedmieściem” Fatimy – miejscem, gdzie serce zaczyna bić szybciej na myśl o jutrzejszym wejściu do sanktuarium.

Z Vila de Freixianda do sanktuarium w Fatimie zostało około 20–22 km pieszo.

To ostatni odcinek tej długiej drogi, ale też czas najgłębszej modlitwy i wdzięczności za wszystkie przeżyte dni.

Dziękujemy za każdą modlitwę, za wszystkie wiadomości i duchowe wsparcie.

Zawierzamy Was wszystkich Maryi w Fatimie – w waszych intencjach będziemy jutro klękać przed Jej wizerunkiem.

Z Panem Bogiem!

102 dzień (10 sierpnia) [Côja – Miranda do Corvo, 43 km]

Szliśmy w ciemno, mając w sercu przekonanie, że na strażaków zawsze można liczyć.
I po raz kolejny się nie zawiedliśmy – tym razem zostaliśmy zaproszeni nie tylko na chwilę odpoczynku, ale także na obiad.
Zjedliśmy dorsza gotowanego z ziemniakami – proste danie, a jednak po całym dniu marszu smakowało jak uczta.

Dzisiejsza trasa prowadziła przez Secarias, Arganil, Póvoa de Góis, Várzea Pequena, Cerejal, Padráo.

Każda z tych miejscowości to inne oblicze Portugalii: spokojne miasteczka, górskie krajobrazy, doliny, w których dzień zaczyna się od śpiewu ptaków i dźwięku kościelnych dzwonów.

Naszym celem na koniec dnia była Miranda do Corvo – miasteczko położone na wzgórzach, nieco na południe od Coimbry.
To miejsce łączy tradycyjną portugalską zabudowę z pięknymi widokami na okoliczne doliny.
W centrum znajdują się wąskie uliczki, które prowadzą do kościoła i placu, gdzie toczy się codzienne życie mieszkańców.
W okolicy Mirandy do Corvo jest wiele szlaków pieszych – idealnych dla tych, którzy tak jak my są w drodze, szukają ciszy, przestrzeni i chwil kontemplacji.

Powoli czujemy, że Fatima jest już naprawdę blisko.
Z Mirandy do Corvo do Fatimy pieszo jest około 2 dni.
Każdy kolejny krok to coraz głębsza modlitwa i wdzięczność za wszystkie spotkania, gościnę i dobro, którego doświadczamy.

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich, którzy towarzyszą nam duchowo w tej pielgrzymce.

Z Panem Bogiem!

101 dzień (9 sierpnia) [Seia – Côja, 36 km]

Szliśmy dziś wolno, pozwalając sobie naprawdę nacieszyć się górami i ciszą Serra da Estrela.
Każdy krok był jak modlitwa wpisana w krajobraz.

Po drodze zatrzymaliśmy się przy kaplicy św. Michała Archanioła, powierzając Mu dalszą drogę i prosząc o ochronę na szlaku.

Wyruszyliśmy bez potwierdzonego noclegu, ale z głębokim pokojem w sercu.
Ufaliśmy, że Matka Boża poprowadzi nas dokładnie tam, gdzie trzeba.

I znów się nie zawiedliśmy.

W Côja strażacy czekali na nas przed jednostką.
Przyjęli nas z uśmiechem, zapraszając do środka, pokazując miejsce noclegu i mówiąc:

„Sinta-se em casa” – „Czuj się jak u siebie w domu”.

Trudno nie widzieć w takich chwilach cichej, ale bardzo konkretnej opieki Maryi.

Dzisiejsza trasa prowadziła przez Torroselo, Póvoa das Quartas, Chamusca da Beira, Catraia de São Paio, Senhor das Almas, Ribeira de Santiago oraz Vila Pouca da Beira – małe miejscowości, w których życie płynie spokojnie, a ludzie spotykani po drodze przypominają, jak wiele dobra jest wokół.

Côja to urokliwe miasteczko położone nad rzeką Alva, w regionie Arganil.
Znane jest z kamiennej zabudowy, spokojnej atmosfery i pięknych nadrzecznych zakątków, które przyciągają zarówno pielgrzymów, jak i turystów.
To miejsce odpoczynku, ale też spotkania – z naturą, z drugim człowiekiem i z Bogiem.

Bogu dzięki za wszystko – za drogę, za spotkanych ludzi, za dobro, którego doświadczamy każdego dnia na pielgrzymim szlaku.

Maryjo Fatimska, jesteśmy już tak blisko Ciebie – Fatimy.

Prowadź nas i wspieraj. Jesteśmy już tuż, tuż. Chwała Panu.

Kochani, tymczasem zostawiamy Was pod opieką Najukochańszej Mamy – Pani Fatimskiej.

100 dzień (8 sierpnia) [Celorico da Beira – Seia, 42 km]

Wczoraj wieczorem towarzyszył nam niepokój.
W niedalekiej odległości widzieliśmy duży dym z pożaru, a mapa wskazywała, że kolejnego dnia możemy być zmuszeni do zmiany trasy i nadrobienia wielu kilometrów.

Poranna rozmowa z komendantem w Celorico da Beira przyniosła jednak pokój serca.
Otrzymał od nas medalik Matki Bożej, a w zamian ofiarował nam magnes ze św. Janem – patronem strażaków. Zapewnił nas, że sytuacja jest opanowana i możemy iść zgodnie z planem.

Zwrócił się także z prośbą o przyjęcie nas w kolejnej jednostce straży pożarnej.
Tam spotkaliśmy widocznego na zdjęciu Berto Mendeza, który bardzo pomógł nam w organizacji noclegu i przyjęciu.

Kolejny raz doświadczyliśmy ogromnej życzliwości strażaków – zarówno w Portugalii, jak i w Polsce. Mamy wrażenie, że to służba, do której trafiają ludzie z sercem naprawdę otwartym na drugiego człowieka.

Uczestniczyliśmy we Mszy Świętej w Igreja de Nossa Senhora da Assunção, jednocząc się z liturgią niedzielną. To piękna, historyczna świątynia będąca sercem duchowym Seia.
Jej korzenie sięgają średniowiecza, a obecny kształt łączy elementy stylu manuelińskiego i barokowego. Wnętrze zachwyca prostotą i skupieniem, sprzyjając modlitwie i zawierzeniu.

Dzisiejsza trasa prowadziła przez Cortiçô da Serra, Carrapichana i Vila Cortês.
Droga była wymagająca, ale pełna pięknych widoków regionu Serra da Estrela – najwyższego pasma górskiego Portugalii kontynentalnej.

Seia, do której dotarliśmy, to urokliwe miasto położone u stóp Serra da Estrela. Znane jest jako brama do gór, ale także z tradycji pasterskich i produkcji słynnego sera Queijo da Serra.
To miejsce łączy surowe piękno natury z głęboką, spokojną duchowością regionu.

Dziękujemy za kolejne doświadczenia, spotkania i opiekę, której nieustannie doświadczamy na tej drodze.

Pozdrawiamy Was i zawierzamy wszystko Maryi.

99 dzień (7 sierpnia) [Pinhel – Celorico da Beira, 37 km]

W dniu dzisiejszym od rana nasze serca raduje dźwięk bijących dzwonów, które gdzieś w oddali rozbrzmiewają w rytm pieśni „Z dalekiej Fatimy”.
To niezwykłe doświadczenie – iść drogą, na której już sam dźwięk prowadzi serce ku celowi.

Szliśmy przez Souro Pires oraz Maçal do Chão.
W tej drugiej miejscowości spotkaliśmy ludzi budujących pomnik – prosta, codzienna praca, a jednocześnie znak pamięci i wspólnoty, która trwa i tworzy coś dla przyszłych pokoleń.

Dotarliśmy do Celorico da Beira – miasta położonego w regionie Serra da Estrela, znanego jako „stolica sera” (Capital do Queijo), słynącego z tradycyjnego sera owczego Queijo da Serra.

To miejsce o głębokich korzeniach historycznych, z zamkiem górującym nad okolicą i klimatem dawnej Portugalii, gdzie czas płynie spokojniej, a życie skupia się wokół wspólnoty i wiary.

Śpimy u strażaków, którzy po raz kolejny okazują nam wielkie serce i gotowość pomocy.
Ich obecność na naszej drodze to nie tylko wsparcie logistyczne, ale także świadectwo dobra, które spotykamy każdego dnia.

Dziękujemy za modlitwy i wszelką pomoc podczas naszej pielgrzymki.

To niesamowite doświadczenie – czuć na każdym kroku naszej marszruty łaskę Boga oraz opiekę i pomoc Maryi, ku której zdążamy.

Pozdrawiamy Was i pozostawiamy z Bożym błogosławieństwem.

98 dzień (6 sierpnia) [Aldea del Obispo – Pinhel, 32 km]

Granicę Portugalii przekroczyliśmy bardzo wcześnie, bo o 6:15 rano.

Już na ziemi Pani Fatimskiej.

Wiedzieliśmy o tym po oznaczeniach na mapie w telefonie – nie tylko dlatego, że było jeszcze bardzo ciemno, ale również dlatego, że przejście graniczne to zwykły, niepozorny mostek nad potoczkiem Fuente de la Reina.

To już ostatni dzień, kiedy idziemy szlakiem Camino prowadzącym do Pinhel.
Droga wiodła przez Valverde – spokojną, niewielką miejscowość regionu Beira Interior.
To typowy krajobraz portugalskiego interioru: cisza, rozległe przestrzenie, kamienne zabudowania i życie płynące prostym rytmem.

Takie miejsca sprzyjają skupieniu i modlitwie, szczególnie na końcowym etapie drogi.

Do Pinhel dotarliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi.
To historyczne miasteczko, nazywane „Cidade Falcão” (Miasto Sokoła), słynie z pięknego średniowiecznego układu i silnych tradycji.

Na miejscu przywitali nas portugalscy strażacy – Bombeiros – znani z niezwykłej gościnności, ofiarności i profesjonalizmu.

W Portugalii strażacy pełnią nie tylko rolę ratowników, ale są też ważną częścią lokalnych wspólnot, często angażując się w pomoc pielgrzymom i potrzebującym.

Śpimy u Bombeiros – strażaków, którzy otworzyli przed nami nie tylko drzwi, ale i serca.
Pomogli nam również w organizacji noclegu na kolejny dzień. To kolejny znak, że na tej drodze nigdy nie jesteśmy sami.

Z Panem Bogiem, Kochani.

97 dzień (5 sierpnia) [Alba de Yeltes – Aldea del Obispo, 47 km]

Śpimy dziś w Aldea del Obispo w albergue.
Przywitała nas serdecznie Pani hospitalero [to gospodarz/wolontariusz, który prowadzi schronisko (albergue) dla pielgrzymów wędrujących szlakiem Camino de Santiago do Santiago de Compostela w Hiszpanii], która na wieczór zaprosiła nas na próbę przykościelnego chóru.
Była też możliwość zwiedzenia kościoła – Iglesia de San Esteban.
To był piękny, spokojny czas spotkania z lokalną wspólnotą i modlitwy.

Dzisiejsza trasa prowadziła przez miejscowość Sancti-Spíritus – niewielkie, ale historyczne miejsce w prowincji Salamanka, którego nazwa nawiązuje do Ducha Świętego.

W takich chwilach szczególnie odczuwamy, że pielgrzymka to nie tylko droga, ale także duchowa obecność Boga w prostych spotkaniach i miejscach.

Dotarliśmy do Aldea del Obispo – niewielkiej miejscowości położonej tuż przy granicy z Portugalią.
To teren o bogatej historii, związanej m.in. z dawnymi konfliktami hiszpańsko-portugalskimi.

Sercem miejscowości Aldea del Obispo jest Iglesia de San Esteban – kościół parafialny pod wezwaniem św. Szczepana, pierwszego męczennika.
Świątynia zachwyca swoją prostotą i autentycznością. W jej murach czuć historię wielu pokoleń wiernych. Wieczorna próba chóru była dla nas szczególnym doświadczeniem – modlitwa poprzez śpiew, jedność wspólnoty i piękno liturgii.

W pobliżu znajdują się fortyfikacje graniczne, przypominające o strategicznym znaczeniu tego regionu. Dziś jednak panuje tu cisza, prostota i gościnność mieszkańców.

Każdy dzień przynosi nowe spotkania, nowe historie i nowe łaski.

Dziękujemy za Waszą obecność i modlitwę.

Pozdrawiamy Was bardzo serdecznie i pozostawiamy pod opieką Matki Fatimskiej.

96 dzień (4 sierpnia) [San Muñoz – Alba de Yeltes, 25 km]

Swoją pielgrzymkę kontynuujemy starodawnym szlakiem św. Jakuba, który zaczyna się w Avili, a prowadzi aż do Santiago de Compostela. To jedna z wielu dróg pielgrzymich, którymi przez wieki szli chrześcijanie z różnych stron Hiszpanii i Europy, niosąc w sercu prośby, dziękczynienie i pragnienie nawrócenia. Idąc tym szlakiem, człowiek ma świadomość, że jego kroki wpisują się w historię modlitwy tylu pokoleń.

Kolejny dzień trasa przebiegała przez pustkowia.
Długie odcinki bez miejscowości, tylko ziemia, niebo i wiatr. To trudniejsze etapy, bo nie ma „zabawiania się” krajobrazem czy architekturą – zostaje cisza, zmęczenie, pot i modlitwa.
Ale właśnie na takich odcinkach najbardziej czuć, że pielgrzymka to nie tylko geografia, ale droga serca.

Alba de Yeltes to niewielka miejscowość w prowincji Salamanka, wpisana w krajobraz środkowej Hiszpanii – proste domy, spokojne ulice, rytm życia wyznaczany przez codzienną pracę i niedzielną Mszę świętą.
Dla pielgrzyma, zmęczonego monotonią Mesety, takie miasteczko jest jak mała oaza: trochę cienia, ludzkie twarze, kościół, w którym można zatrzymać się na chwilę modlitwy przed Najświętszym Sakramentem.

Dzisiejszy nocleg mamy w Albergue de Peregrinos Jacinto Martín García. To schronisko stworzone z myślą o pielgrzymach, a jego historia niesie w sobie coś bardzo ewangelicznego: po śmierci Jacinto posługę w albergue kontynuuje jego żona. To piękny znak – gościnność, która nie kończy się wraz z życiem jednego człowieka, ale jest podejmowana dalej jako służba Kościołowi i pielgrzymom.
Takie miejsca są nie tylko „noclegiem”, ale domem w drodze: przestrzenią, gdzie doświadcza się niewymuszonej dobroci i gdzie bardzo konkretnie widać, że „kto poda kubek wody w imię Jezusa, nie utraci swojej nagrody”.

Pozdrawiamy Was serdecznie z Alba de Yeltes.
Dziękujemy za to, że jesteście z nami na tej drodze modlitwą i pamięcią.

Z Panem Bogiem i Maryją – niech Ona, jako Pani Fatimska, prowadzi dalej nasze kroki i otacza opieką także Was, tam gdzie jesteście.

95 dzień (3 sierpnia) [Robliza de Cojos – San Muñoz, 21 km]

Szliśmy dziś bezdrożami środkowej Hiszpanii, przez surowy, piękny krajobraz Mesety.
Długi odcinek szutrowych dróg, pól i pastwisk – bez żadnej miejscowości po drodze. Tylko wiatr, słońce, ziemia pod stopami i modlitwa, która układa się w rytm kroków.
To jeden z tych etapów, gdzie człowiek naprawdę doświadcza pustyni: nie ma na co się „rozproszyć”, trzeba zaufać Panu Bogu, że doprowadzi do celu i że On sam jest najważniejszym Towarzyszem.

San Muñoz to niewielka miejscowość położona w prowincji Salamanka, typowa dla tej części Hiszpanii – skromne domy, cisza, niewielka liczba mieszkańców, a w centrum wszystko skupione wokół kościoła.
Choć miejscowość jest mała, dziś doświadczyliśmy tutaj wielkiej gościnności ludzi. Otwarty uśmiech, zainteresowanie pielgrzymami, pomoc bez wielkich słów – to takie znaki, że Kościół żyje nie tylko w wielkich sanktuariach, ale też w miejscach pozornie „zapomnianych”, gdzie wiara przenika codzienność.

Nocujemy w kolejnym albergue na naszej drodze. To proste warunki, ale wystarczające: łóżko, prysznic, trochę przestrzeni na odpoczynek i wspólne rozmowy.

Miejscowe znaki pobożności mówią bardzo wiele: szczególnie figura Chrystusa, która brała udział w wystawie „Wiek człowieka” w Ciudad Rodrigo w 2006 roku.
To nie jest tylko „eksponat” – to wizerunek Zbawiciela, który „szedł” już w procesjach, był kontemplowany przez wielu i teraz stoi jako milczące świadectwo Jego obecności pośród ludzi.

Kościół w San Muñoz bardzo ucierpiał podczas wojny napoleońskiej. Ślady zniszczeń, odbudowy i historii przypominają, że wiara tego regionu przeszła przez ogień – dosłownie i w przenośni. A jednak wspólnota przetrwała, świątynia wciąż stoi, Eucharystia jest sprawowana. Patrząc na takie miejsca, człowiek łatwiej zrozumie, że Kościół jest kruchy w swoich murach, ale niezwykle mocny łaską, która go podtrzymuje.

Pozdrawiamy Was serdecznie z tej małej kastylijskiej miejscowości.

Niech Pan wynagrodzi wszystkim, którzy okazują tu pielgrzymom serce i pomoc.

Zostawiamy Was pod opieką najlepszej Matki, Pani Fatimskiej – niech prowadzi nas dalej i otacza swoją opieką również Was, w Waszych drogach i codzienności.